Mit docierania do „właściwych ludzi”

Mit docierania do „właściwych ludzi”

Cześć. Pytanie: czy jest szansa, że zbyt analityczny umysł podpowiada zbyt fantazyjne rozwiązania reklamowe? Sądzę, że dla każdego jest miejsce na świecie — dla poety i naukowca. Jednak jeśli analityk mówi „Sekretem skuteczniejszej reklamy jest docieranie do właściwych ludzi” — to znaczy, że otworzył nie te drzwi, co powinien.

Właściwie z tego co wiem, powyższe słowa faktycznie wypowiedział jakiś szanowany naukowiec. Ponieważ był naukowcem i ponieważ był szanowany i ponieważ na pierwszy rzut oka podpowiedź ta miała sens, wszyscy zaczęli jak papuga powtarzać „Docieraj do właściwych ludzi. Docieraj do właściwych ludzi.”

Problemem nie jest to, że reklama nie może być naukowa, bo jak dowiódł Claude Hopkins — owszem, może. Problemem jest to, że dotarcie do właściwych osób …nie stanowi problemu! Na przykład reklamy na Facebooku. Trzeba być osłem, żeby źle dobrać audiencję, co nie? Analitycy Facebooka zadbali o to, aby targetowanie było dziecinne łatwe. I szybkie. Podobnie reklamy AdWords. Po prostu wybierasz słowa kluczowe, które cię interesują. Albo wybierasz strony, na których chcesz się reklamować — kierując się ich tematyką. Kto nie potrafi określić właściwych słów kluczowych albo tematyki danej strony? Jeśli ja potrafię, każdy potrafi.

Więcej trudności z dotarciem do właściwych ludzi może sprawić reklama wysyłana drogą pocztową. Jednak i tu nie jest to kwestia, której należałoby nadać najwyższy priorytet. Potrzebny jest dobry, sprawdzony broker list adresowych. I tyle.

Krótko mówiąc „docieranie do właściwych ludzi” to pocałunek śmierci dla tych, którzy obierają to sobie za priorytet. Priorytet bowiem powinna stanowić sprawa wyższej wagi — komunikatowi, jaki przekazują „perfekcyjnie dobranym odbiorcom”. Kiedy działania promocyjne nie przynoszą efektów, a osoba za nie odpowiedzialna wierzy w mit „docierania do właściwych ludzi”, winą obarcza właśnie kiepską audiencję. Ponownie: kończy się to tak, że umyka dość istotna rzecz, która powinna zostać wzięta pod uwagę — możliwość, że komunikat nie był dość przekonujący, nie budował ciepłej relacji, nie miał w sobie siły sprzedażowej, nie przemawiał do najpilniejszych potrzeb odbiorców.

Kawa na ławę

Prawda jest taka, że nie ma sensu zaprzątać sobie głowy tym, do kogo docierasz ze swoim produktem czy usługą. Targetowanie, szczególnie przy marketingu przez Internet, jest absurdalnie proste — zbyt proste, aby stawiać je na piedestale. Szczerze nigdy nie miałem do czynienia z klientami, którzy mieliby z tym problem. Nigdy. Mogę jednak wyliczyć mnóstwo przypadków, gdzie z pozoru nieznaczące zmiany w przekazie — ofercie sprzedaży, wiadomościach e-mail, sposobie budowania relacji — zdziałały istne cuda, kiedy chodzi o końcowe rezultaty.

Mało tego, większość marketerów i firm dociera do właściwych ludzi, nawet jeśli przypuszczenia są inne. W praktyce to, czego im brakuje, skrywa się we wspomnianym przekazie — sposobie, w jaki komunikują się z potencjalnymi klientami.

Skoro tak jest, aż samo ciśnie się na usta …

Gdzie problem?

W głowie. Pięknem „docierania do właściwych ludzi” jest to, że z łatwością da się uzasadnić działania w zakresie targetowania. Łatwo odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak a nie inaczej określono odbiorców geograficznie (województwo, miasto) i dlaczego tak a nie inaczej określono odbiorców demograficznie (płeć, wiek, przedział wiekowy, wykształcenie, zawód, etc), nawet dlaczego tak a nie inaczej określono ich psychograficznie (np. zainteresowania). Tu pewność siebie jest na poziomie urlopowicza studiującego trasę wycieczki. Wysoka.

Natomiast „przekazywanie właściwego komunikatu” jest już cięższym kawałkiem chleba. Tu nie ma 100% pewnych reguł, z góry określonych wytycznych ani intelektualnych przekonań co do działań. Nie da się do końca uzasadnić dlaczego napisałeś to, co napisałeś, kiedy efekty nie są takie, jakich się spodziewałeś.

Kliknij tu, by pobrać artykuł w formacie PDFTu stuprocentowe potwierdzenie dają dopiero testy bądź analiza ostatecznych rezultatów kampanii reklamowej czy sprzedaży. Prawda jest taka, że copywriter nigdy nie może mieć pełnego przekonania co do skuteczności swoich tekstów. Stąd łatwiej, bardziej komfortowo i bezpieczniej skupiać się na błahych sprawach jak „docieranie do właściwych ludzi”.

Jeżeli jesteś uwikłany w omówiony tu mit, namawiam do przebudzenia — sercem rozgłosu i reklamy jest komunikacja! Nie wierzysz? Zacznij odzywać się do swojej żony lub męża w sposób, jaki odzywasz się do kogoś, kto jest ci obojętny.

Życzę sukcesów (jak najczęściej),
Podpis autora Łukasza Kamiennika

Kliknij

Podziel się
Share On Facebook
Share On Twitter
Share On Google Plus
O Łukasz Kamiennik

Autor, copywriter, ghostwriter – niekoniecznie w tej kolejności. Duże doświadczenie w pisaniu tekstów marketingowych i publicystycznych. Długoletnia praktyka w e-mail marketingu. Zainteresowany moimi usługami? Zapraszam do kontaktu >>

Co myślisz?

*

Pokaż
Ukryj
Przeczytaj poprzedni wpis:
Wszechświat
Siedem praw wszechświata reklamy

Cześć. Jeśli nie jesteś na tym blogu po raz pierwszy, to pewnie zauważyłeś trochę zmian. Jak ci się podobają? Napisz proszę w komentarzu — pozwoli...

Zamknij