Gdy brakuje pomysłów i nie wiadomo, co napisać

Gdy brakuje pomysłów i nie wiadomo, co napisać

Czy może być coś gorszego w życiu pisarza, copywritera?

Siadasz . . . i nie wiesz, od czego zacząć. Nie wiesz, co napisać.

W duszy ścierają się ze sobą: chęć spłodzenia dobrego tekstu i strach płynący z niemocy pisarskiej. Szukanie dróg jej przełamania jest trudne i powoduje, że popada się w tarapaty. Jest trudne dlatego, że takich dróg nie ma wiele. A popada się w tarapaty dlatego, że poszukiwania — jak to poszukiwania — zabierają czas. W tym wypadku czas, który spędziłoby się na . . . pisanie.

Taka to zła wiadomość.

Ale jest i dobra: receptę na pisarską niemoc — tę przykrą dolegliwość twórców tekstów — wystawił potrzebującym Rudolf Flesch w książce A New Guide to Better Writing, po raz pierwszy wydanej w 1947. Nie pozostaje nic innego, jak tylko receptę zrealizować.

Piszący te słowa uczynił to już wiele lat temu:

rudolf-flesch-a-new-guide-to-better-writing

Jeśli idzie o pisanie, Rudolf Flesch należy do arystokracji umysłowej. Nie czytałem cenniejszej i praktyczniejszej książki od tej. Przedstawia prawdy, które są takim A, B, C, że powinny leżeć na samym wierzchu umysłu każdego twórcy tekstów.

Zobaczmy, co autor radzi w sprawie płodności pisarskiej — w sprawie tego, co robić, żeby zawsze się chciało i dało:

„Jak osoba zabiera się za pisanie? Zajmie nam trochę, żeby to Tobie wyjaśnić. Ale sprawa najważniejsza to: nie zabieraj się po prostu za pisanie! Nie myśl, że najistotniejsze jest zacząć działać nad tekstem, a gdy już będzie coś napisane, reszta pójdzie jak z płatka. Jeśli tak postąpisz — zapiszesz myśli, które w danej chwili przychodzą Ci do głowy — to tylko odłożysz problem w czasie; po kilku zdaniach spojrzysz na swój tekst i nie będziesz wiedzieć, co dalej. Prędzej czy później — zapewne prędzej — problem wróci. Tyle tylko, że zamiast pustej kartki, teraz będziesz mieć wstęp, który jest żadnym wstępem i właściwie prowadzi donikąd”.

Dalej Flesch wysuwa wniosek w związku z powyższym:

„A więc nie zabieraj się po prostu za pisanie. Nie pozwól, żeby strach przed pustą kartką zagonił Cię do działania. Nie spiesz się. Pomału, na spokojnie, opracuj w głowie to, co chcesz wyrazić poprzez tekst. Innymi słowy, ułóż plan. Tekst — jak wszystko inne, co robisz — powinien być zaplanowany”.

A potem, dla zobrazowania tego, co ma na myśli, Flesch zastosował porównanie (technika, o której pisze w dalszej części książki):

„Pomyśl o podróży weekendowej. Zdecydowanie nie jest tak, że w sobotę rano po prostu wyjeżdżasz gdzieś na ślepo, nie wiedząc, co się właściwie wydarzy. Raczej: w ciągu tygodnia nakreślasz plan tego, co będziesz robić w weekend. Ustalasz, kiedy wyjeżdżasz i kiedy wracasz. Ustalasz, gdzie masz zamiar spędzić sobotnią noc i co masz zamiar robić niedzielnym rankiem. Bierzesz mapę i szukasz drogi, jaką masz zamiar przebyć. Patrzysz, gdzie możesz się zatrzymać, żeby zjeść obiad, a potem kolację. Ustalasz drogę, którą wrócisz do domu. Kiedy to wszystko zrobisz, masz plan: wiesz, gdzie zacząć, gdzie pojechać najpierw, gdzie potem oraz gdzie kończy się Twoja podróż.

Z pisaniem jest podobnie. Co należy, to wykonać plan, nakreślić z góry podróż słów. Ustal, co ma być punktem wyjścia, gdzie ma być pierwszy postój, gdzie drugi, gdzie trzeci. I upewnij się, że wiesz dość dobrze, gdzie jest koniec. A skoro planujesz coś, co ma być zrobione ze słów, ujmij też swój plan w słowa […]. Łatwo jest bowiem durzyć się przekonaniem, że masz w głowie konkretne słowa i zdania, gdy tymczasem są one zaledwie ciągiem niesprecyzowanych lub absurdalnych myśli, pomysłów. Na przykład, jeśli chcesz wyjaśnić znajomemu, jak trafić do Twojego domu, być może myślisz, że znasz drogę tak dobrze, że będzie łatwo ją przyoblec w słowa. Ale kiedy przychodzi co do czego i zaczynasz instruować kolegę, w którymś momencie możesz sobie przypomnieć, że pominąłeś istotny szczegół, na przykład zapomniałeś wspomnieć o piekarni, która mogłaby być dobrym punktem odniesienia, albo stary dom, który stoi pusty od roku i także mógłby pomóc znajomemu w dotarciu do celu. Zaczynasz tłumaczyć drogę od nowa…”.

Dalej Flesch pisze:

„Można łatwo uniknąć takich problemów: po prostu sporządź plan na papierze. Zapisz miejsce startu, zapisz główne miejsca skrętów, zapisz miejsce dotarcia. Tylko wtedy będziesz dość pewien, że masz jakiś plan. Teraz z planem w ręku możesz przystąpić do pisania, krok po kroku, bez ryzyka, że pominiesz coś istotnego. W ten sposób pracują dobrzy mówcy, wykładowcy, pisarze. W ten też sposób napisaliśmy niniejszą książkę; książkę, którą właśnie czytasz. Poświęciliśmy dużo czasu na stworzenie planu, zanim zaczęliśmy ją pisać”.

I na koniec:

„Zobaczmy, jak to działa. A więc jest znajomy, który nie wie, jak trafić do Twojego domu. Siadasz do napisania listu, w którym objaśnisz mu drogę. Ale zanim zaczniesz pisać list, bierzesz najpierw osobną kartkę i nakreślasz plan. Myślisz o tym, z którego miejsca startuje, myślisz o głównych punktach drogi i oczywiście o końcu. Notujesz np. coś takiego:

Na przystanku wsiądź do autobusu E2
Wysiądź na rogu Pine
Przejdź dwie przecznice Hill Avenue
Zobaczysz mój dom, nr 823

Oto i mamy dobry plan, jakim można się posłużyć. Proszę zauważ, nie będzie on zbyt przydatny Twojemu znajomemu. Prawdopodobnie i tak by się zgubił. Plan jednak pomaga Tobie, jak wyjaśnić drogę jemu. Jeśli tylko będziesz się go trzymać, ułożysz dokładny opis dotarcia do celu, mógłby on wyglądać np. tak: […]”.

Dalsza część książki Flescha jest już tylko . . . lepsza. I trzeba ją zgłębić samemu.

A zapewniam, warto. Tylko dzięki planowaniu swoich tekstów potrafię codziennie zapisać 12-14 stron A4 — około 360-420 stron miesięcznie. Tak od ponad 2,5 roku. Siedem dni w tygodniu — z nielicznymi wyjątkami.

W życiu początkujących pisarzy blokada twórcza to chleb powszedni. Częste bywają poranki, kiedy nic się nie dzieje . . . kiedy duch postępu, duch działania, duch zapału — są im najbardziej obce ze wszystkich duchów. Mijają godziny. Gdy już dzień się chyli ku wieczorowi, mówią sobie na pocieszenie: „Ach, jutro też jest dzień”.

Tak być nie musi.

Źródłem niepowodzeń na niwie twórczej jest brak planu. Więc planuj, zanim siądziesz do pisania. Tak, jak kiedyś nie znosiłeś pustej strony Worda, tak teraz na jej widok w Twojej głowie rozbłyskać będą fajerwerki pomysłów: na nagłówek, wstęp, rozwinięcie, zakończenie, na opisy, śródtytuły, historie. A kariera zawodowa, zamiast się staczać po spirali nieproduktywności, będzie się rozwijać w najlepsze.

Podpis autora Łukasza Kamiennika

Kliknij, jeśli artykuł ci się podoba

Podziel się
Share On Facebook
Share On Twitter
Share On Google Plus
O Łukasz Kamiennik

Autor, copywriter, ghostwriter – niekoniecznie w tej kolejności. Duże doświadczenie w pisaniu tekstów marketingowych i publicystycznych. Długoletnia praktyka w e-mail marketingu. Zainteresowany moimi usługami? Zapraszam do kontaktu >>

Komentarze

  1. ewafa2 napisał:

    Witaj Łukaszu, nareszcie!
    Cieszę się, że znów piszesz na blogu. Przeczytałam tekst od początku do końca, może bez wypieków na twarzy, ale z duuuużym zainteresowaniem :).
    Moje refleksje są takie:
    Z tymi każdorazowymi fajerwerkami pomysłów przy seryjnym pisaniu w kilkuletniej pracy na etacie , to tak nie przesadzajmy :)
    Ale faktycznie planowanie, nawet kilkuminutowe (czasami tylko tyle czasu na nie mam) jest skuteczne. Staram się robić taki krótki plan dzień wcześniej, wtedy rano bez paniki zabieram się do pracy. Od razu wiem, co, gdzie, kiedy jak i dlaczego.

    Pozdrawiam serdecznie
    Ewa

  2. Jeśli nie chcesz, by zabrakło Ci pomysłów na pisanie, musisz stale śledzić trendy i czytać na swój temat. Gdy tego nie robimy, ilość pomysłów spada, a gdy piszemy i czytamy, mamy ich coraz więcej.

  3. Zastanawiam się Łukaszu gdzie dorwałeś tę książkę? Prawdziwy rarytas. Ciekawe jest to, że gdy chcemy pojechać gdzieś na weekend to musimy mieć wszystko zaplanowane, jednak kiedy większość osób siada do napisania oferty lub opisu produktu to robi to intuicyjnie.
    Osobiście większość tekstów na bloga planuję w narzędziu do tworzenia map myśli tj. XMind. Mam wtedy szkic tekstu a następnie tylko wypełniam luki w tekście.

    • Przyjaciel w UK. :) A od pisania ofert na wyczucie — intuicyjnie — można zachorować na nerwy. Tak nie wolno. Zwłaszcza wtedy, gdy termin oddania zlecenia jest krótki.

      • ewafa2 napisał:

        Fakt, lub jak kto woli, święta prawda z tym, że nie da się intuicyjnie pisać na poważnie (na dłuższą metę) i nie dostać rozstroju nerwowego. Przyznam się Wam do czegoś – na początku mojej copywriterskiej drogi próbowałam tego, a jakże!

        Po trzech, czy czterech razach poczułam… spory dyskomfort i na tym moja wielka improwizacja „na wariata” się na szczęście skończyła. Może niektórych zawiodę :) – na szczęście, do paniki ani szoku, czy tym bardziej do rozchwiania umysłu nie doszło. Z pomocą przyszedł plan B – właśnie plan. A intuicja? Też jest potrzebna. Mi przydaje się do doszlifowywania tekstów.

        Tak więc, lepiej skorzystać z rad Łukasza i od razu zabrać się za planowanie pracy ;)

  4. Gibon napisał:

    Świetne rady na nie moc, „pustkę w głowie” copywritera :) a z polecaną książką się zapoznam :)

  5. Arek napisał:

    Chyba muszę zainwestować w kupno książki…
    Czasami mam taką niemoc że siedzę i siedzę i nic nie mogę wymyśle a czas goni.

  6. Joanna napisał:

    Z pewnością przeczytam książkę – zachęciłeś mnie :). Już nie jeden raz przekonałam się, że plan dnia/pracy/tekstu ułatwia i przyspiesza pracę i skraca czas pracy. Gdy nie mam weny, okazuje się, że wszystko jest w danym momencie ważniejsze, nawet mycie okien :)

  7. Ciekawa książka. Myślisz, że znajdę ją w bibliotece miejskiej ?

Co myślisz?

*

Pokaż
Ukryj
Przeczytaj poprzedni wpis:
F. Scott Fitzgerald - On Writing
Co czytać, żeby dobrze pisać – F. Scott Fitzgerald, „On Writing”

Żeby dobrze pisać, dwie rzeczy musisz robić ponad wszystkie inne: dużo pisać i dużo czytać. Dobre książki to przykłady dobrego pisania; często uczą więcej, niż...

Zamknij